Ryzyko niehandlowe brzmi jak pojęcie z podręcznika, w praktyce jest raczej jak awaria zasilania: nie widać jej w umowie, a potrafi zatrzymać całą operację. Co istotne, nie wynika z „nieuczciwego kontrahenta” ani z jego słabej kondycji finansowej. Źródło jest gdzie indziej, w otoczeniu politycznym, regulacyjnym i instytucjonalnym.
W świecie ubezpieczeń finansowych największe ryzyka rzadko mają postać spektakularnych katastrof. One nie wybuchają, nie płoną i nie generują nagłówków w serwisach informacyjnych. Zamiast tego pojawiają się w postaci przelewu, który nie dochodzi. Faktury, która „jeszcze chwilę poczeka”. Kontraktu, który nagle przestaje obowiązywać, co ciekawe jednostronnie i bez ostrzeżenia. To właśnie w tej pozornie banalnej codzienności kryje się ryzyko handlowe, jeden z najbardziej niedocenianych, a zarazem najbardziej dotkliwych obszarów ryzyka w działalności przedsiębiorstw.