Najczęściej spotykanym uproszczeniem jest utożsamianie składki ubezpieczeniowej z ceną produktu. W tej perspektywie składka staje się czymś oczywistym: „wyszło tyle”, „tak policzył system”, „konkurencja ma taniej”. To myślenie jest całkowicie zrozumiałe, ale niebezpieczne. Dlaczego?
W potocznym rozumieniu ryzyko ubezpieczeniowe sprowadza się do prostego pytania: czy coś złego może się wydarzyć? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, wtedy pojawia się polisa. Taka definicja, mimo że bardzo intuicyjna, jest dalece niewystarczająca. Redukuje bowiem ryzyko do pojedynczego zdarzenia losowego, pomijając przy tym jego skalę, dynamikę, powiązania oraz wpływ na decyzje biznesowe.
Pojęcie „ryzyka kursowego” przez lata funkcjonowało w biznesie w sposób dość uproszczony. Było utożsamiane głównie z wahaniami kursów walut i ich wpływem na wynik finansowy, dodatni albo ujemny. W tym klasycznym ujęciu ryzyko kursowe było czymś, co „widać” dopiero w rachunku zysków i strat, najczęściej przy okazji wyceny należności lub zobowiązań denominowanych w walucie obcej. Dziś takie myślenie coraz wyraźniej okazuje się niewystarczające.
Ryzyko operacyjne to jedno z tych pojęć, które niemal wszyscy znają, ale niewielu naprawdę rozumie. Pada na spotkaniach zarządów, w rocznych raportach i dokumentach regulacyjnych. Funkcjonuje jako obowiązkowa kategoria w systemach zarządzania ryzykiem, a mimo to, gdy dochodzi do realnych strat, często słyszymy: „tego nie dało się przewidzieć”.
W świecie ubezpieczeń słowo „katastrofa” przez długie lata miało dość jednoznaczne znaczenie, było synonimem zdarzenia nagłego i dramatycznego np. powódź, eksplozja instalacji. Dziś coraz częściej okazuje się, że takie myślenie należy do innej epoki. Nie dlatego, że katastrofy są bardziej spektakularne, wręcz przeciwnie, często zaczynają się banalnie, niemal niepozornie.
Ryzyko niehandlowe brzmi jak pojęcie z podręcznika, w praktyce jest raczej jak awaria zasilania: nie widać jej w umowie, a potrafi zatrzymać całą operację. Co istotne, nie wynika z „nieuczciwego kontrahenta” ani z jego słabej kondycji finansowej. Źródło jest gdzie indziej, w otoczeniu politycznym, regulacyjnym i instytucjonalnym.