Suma gwarancyjna jest jednym z tych pojęć, które na pierwszy rzut oka brzmią solidnie i bezpiecznie. Kojarzy się bowiem z „gwarancją”, obowiązkiem ustawowym i minimalnym standardem ochrony. W praktyce wielu klientów traktuje ją jako wystarczającą odpowiedź na ryzyko odpowiedzialności cywilnej.
W sensie formalno-prawnym suma ubezpieczenia oznacza górną granicę odpowiedzialności ubezpieczyciela za szkody objęte ochroną w ramach danej umowy ubezpieczenia. Bez względu na rzeczywistą wysokość szkody, wypłata nie może przekroczyć tej kwoty, oczywiście z uwzględnieniem limitów, sublimtów i franszyz. Nie może też przekroczyć wysokości samej szkody (chyba że umowa przewiduje inaczej, a to jest wyjątek, nie reguła). Jest to pojęcie stricte kontraktowe, zapisane w polisie oraz ogólnych warunkach ubezpieczenia.
W powszechnym rozumieniu sporty wysokiego ryzyka to po prostu „sporty ekstremalne” tj. nurkowanie, wspinaczka wysokogórska czy sporty motorowe. W języku formalnym, zarówno OWU, jak i regulacjach dystrybucyjnych, sporty wysokiego ryzyka pojawiają się najczęściej jako wyłączenie odpowiedzialności albo jako element wymagający dodatkowej deklaracji.
Definicja standstill cover to klauzula lub aneks do polisy CAR/EAR, regulujący odpowiedzialność ubezpieczyciela w okresie wstrzymania robót. Warunki ogólne większości polis przewidują, że dłuższe przerwy w realizacji inwestycji stanowią istotną zmianę ryzyka i wymagają notyfikacji. W praktyce rynkowej pojęcie to funkcjonuje szerzej.
„Stała suma ubezpieczenia” w autocasco funkcjonuje jako pojęcie intuicyjne i pozornie oczywiste. Klient słyszy: wartość auta się nie zmienia, więc zakłada, że problem spadku wartości pojazdu został raz na zawsze rozwiązany.
Smart Casco funkcjonuje w komunikacji rynkowej jako tzw.„sprytne AC”: tańsze, bardziej dostępne, uproszczone. W wersji skróconej: płacisz mniej niż za standardowe AC, ale nie dostajesz pełnego zakresu. Bowiem w Smart Casco sedno leży gdzie indziej: w zmienionej konstrukcji odpowiedzialności, czyli w tym, za co ubezpieczyciel odpowiada, a za co już nie.
Najczęściej spotykanym uproszczeniem jest utożsamianie składki ubezpieczeniowej z ceną produktu. W tej perspektywie składka staje się czymś oczywistym: „wyszło tyle”, „tak policzył system”, „konkurencja ma taniej”. To myślenie jest całkowicie zrozumiałe, ale niebezpieczne. Dlaczego?
Inaczej składka netto - rozumiana jako część składki przeznaczona na bieżące pokrycie ryzyka ubezpieczeniowego. Składka netto powiększona o narzut związany z kosztami działalności ubezpieczeniowej zakładu ubezpieczeń daje składkę brutto czyli wartość, którą ubezpieczony jest zobowiązany zapłacić zakładowi ubezpieczeń w zamian za ochronę ubezpieczeniową.
Na rynku wciąż funkcjonuje uproszczenie: Rzecznik Finansowy to instytucja od „przegranych reklamacji”. Co to znaczy w praktyce? Klient pisze, ubezpieczyciel odmawia, więc „idzie do Rzecznika”, jakby to był sąd od odszkodowań. To skrót myślowy wygodny, ale szkodliwy, bo zasłania prawdziwą rolę Rzecznika: nie tylko interwencyjną, lecz także systemową.
W potocznym rozumieniu ryzyko ubezpieczeniowe sprowadza się do prostego pytania: czy coś złego może się wydarzyć? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, wtedy pojawia się polisa. Taka definicja, mimo że bardzo intuicyjna, jest dalece niewystarczająca. Redukuje bowiem ryzyko do pojedynczego zdarzenia losowego, pomijając przy tym jego skalę, dynamikę, powiązania oraz wpływ na decyzje biznesowe.